Od niej zaczyna się pierwszy krok zdrowienia, zmiany życia na lepsze powrotu do dawnych wartości i tego co było kiedyś ważne. Dlaczego osoby uzależnione mają z nią taki problem skoro wszystkie fakty mówią o tym że picie czy ćpanie niszczy ? Przecież z każdej strony mają przekazy że to co robią niszczy ich i innych, a pomimo tego piją dalej… Za takie postępowanie od strony psychicznej odpowiada ciągłe przeżywanie czterech uczuć, które w swoich chorych priorytetach działania blokują taką decyzję.
Pierwszy to ciągły lęk przed przyszłością i brak wiary w to, że beż „zbawiennego wpływu alkoholu czy innej substancji psychoaktywnej mogę dać sobie radę. Dla osób uzależnionych myśl, że więcej się nie napiją lub czegoś nie wezmą jest nie do przyjęcia. Nie mieści się to w ich pojmowaniu. Długotrwały wpływ alkoholu lub innych substancji psychoaktywnych na psychikę generuję mechanizm tunelowego myślenia, w którym rozwiązanie problemów jest tylko jedno…napić się bądź coś wziąć. Myśl o pozbawieniu się tej możliwości doświadczenia ulgi jest nie do przyjęcia. Słyszałem już wiele razy takie wypowiedzi:  „Wolę umrzeć niż przestać pić”. Jeżeli najważniejszy instynkt człowieka jakim jest instynkt samozachowawczy chroniący nasze życie i zdrowie zostanie zablokowany przez wpływ alkoholu lub innych SP na mózg, to co może znaczyć praca, rodzina, hobby, zainteresowania, wiara, czy inne wartości. Są one tylko deklaratywne, czyli osoba uzależniona je komunikuje ale ich nie praktykuje.
Drugie dominujące uczucie to poczucie krzywdy. Osoba uzależniona wierzy, że wszyscy otaczający ją ludzie w jakiś sposób są przeciwko niej. Oczywiście nie dotyczy to osób, które funkcjonują na tych samych zasadach co ona, wspierając się we wzajemnym piciu czy ćpaniu. Powstaje więc pytanie jak posłuchać „wroga” ? Wrogiem staje się każdy kto próbuje zatrzymać czy utrudnić picie czy ćpanie, bez względu na stopień pokrewieństwa, czy innych relacji. „Najlepszym” wrogiem stają się żony i partnerki osób uzależnionych, które są doprowadzane uczestnictwem w pijany życiu swoich „ukochanych” najpierw do niekontrolowanych stanów emocjonalnych, objawiających sią zrachowaniami agresywnymi, a w dalszym ciągu do głębokich stanów depresyjnych. To z reguły jest standardem w mojej praktyce zawodowej, kiedy pierwszą rozmowę konsultacyjną dominuje opowieść o „złej kobiecie”, która jest winna wszystkiemu. Inna historia jest opowiadana przez te „złe kobiety”, które w końcu przychodzą po pomoc, ale to osobny temat na kolejny artykuł. Wrogami stają się również szefowie, partie rządzące, ZUS, Urząd Skarbowy. Każdy kto zakłóca komfort picia czy ćpania. I jak tu przestać….po prostu życie na trzeźwo jest nie do przyjęcia skoro to tylko alkohol lub inna substancja psychoaktywna daje ukojenie i ulgę w troskach i kłopotach.
Kolejnym uczuciem jest poczucie winy. Zawsze po utracie kontroli zachowania wywołanej piciem alkoholu czy ćpaniem przychodzi moment że OU zrobi coś takiego czego nigdy nie zrobiła by na trzeźwo. Konsekwencją jest poczucie winy i krótkotrwała potrzeba naprawienia szkód. Krótkotrwała, ponieważ trwa tylko do kolejnego picia czy ćpania, więc krótko…. To uczucie bardzo nasila chęć przyniesienia sobie ulgi za pomocą tego co z reguły taka osoba używa, alkoholu, narkotyku, leku, itp.
Podobnie działa poczucie wstydu, które jest czwartym chorobowo działającym uczuciem zatrzaskującym OU w piciu czy ćpaniu. Wstyd dotyczy tego jak osoby uzależnione o sobie naprawdę myślą i wierzcie mi, że to co jest prezentowane na zewnątrz nie ma nic wspólnego z tym co czują w środku, co stanowi kolejne obciążenie konfliktem wewnętrznym i ukrywaniem swojego prawdziwego stanu psychofizycznego.
Wszystkie te uczucia tworzą coś w rodzaju psychofizycznego mechanizmu „perpetuum mobile”, czyli samonapędzającego się tworu w terapii nazywanego Mechanizmem Nałogowej Regulacji Uczuć. Powoduje on, że osoba uzależniona wierzy głęboko, że tylko alkohol lub inna substancja psychoaktywna może jej pomóc w cierpieniu, a tak naprawdę to używanie tych substancji to cierpienie generuje i ciągle nasila. Tutaj dochodzimy do sedna tego artykułu w kontekście jego tytułu. Kiedy w końcu jest możliwe podjęcie decyzji o leczeniu ? Odpowiedź niestety jest smutna. Jest to możliwe tylko wtedy, kiedy poziom cierpienia przeżywanego przez osobę uzależnioną przełamie barierę blokującą stworzoną przez opisane przeze mnie wcześniej uczucia. Nazywamy to uderzeniem w dno, od którego można się odbić. Niestety czasami nawet to nie pomaga i alkoholicy czy narkomani umierają w samotności, tracąc wszystko co kiedyś kochali i co było dla nich ważne, łączne z własnym życiem. Ale większość osób, które trafiają na terapię ma szansę na nowe życie i tego się trzymajmy J
Paweł Walendziak
Specjalista Terapii Uzależnień
I Współuzależnienia